Adoptuj Anka (Анка)
Mieszaniec · Męskie · Seniory · 14 lata
Historia schroniska Anki rozpoczęła się ponad 12 lat temu. Wtedy przybyła do schroniska dla zwierząt wraz z ośmioma innymi psami i ich właścicielem. Wszyscy mieszkali w jednopokojowym mieszkaniu bez wybiegu na zewnątrz. To była prawdziwa psią rodzina: mama, tata i dorosłe szczeniaki, które już dawno przekroczyły wiek szczenięcy i stały się dorosłymi psami. Tylko dwóch starszych psów odwiedzało czasem zewnątrz, podczas gdy reszta znała świat tylko w granicach mieszkania. Historia Anki też była dość nietypowa. Na początku nazywano ją Indianem. Ale ponieważ było tak wielu psów, wybieg, w którym mieszkała cała rodzina w schronisku, nazwano wybiegiem Ani, na cześć ich właścicielki, Anny. Pewnego dnia Indian wspiął się przez płot na sąsiedni wybieg. Jednak nigdy nie oddalał się zbytnio od swojej rodziny, cały czas krążył wokół wybiegu Ani. Kiedy go szukali, wszyscy pytali: „Jak tam u Ani? Czy jeszcze nie złapali Ani?” Po pewnym czasie imię Indian zniknęło, a jego miejsce zajęła Anka. Gdy okazało się, że pies reaguje właśnie na to imię, postanowiłem, że imię Anka, z naciskiem na literę „a”, bardziej pasuje do chłopca. Przez te lata dzieliliśmy się bardzo wiele. Kiedyś Anka była bardzo dzikim psem. W rzeczywistości prawie wszystkie psy z tego mieszkania były takie same. Bały się ludzi, nie ufali im i żyły w swoim własnym małym świecie. Pewnego dnia Anka ciężko zachorowała. Lekarze nie potrafili dokładnie ustalić, co jej dolegało. Dosłownie gasła przed naszymi oczami. Zmęczony i załamany ledwo reagował na to, co działo się wokół. Lekarze wtedy szczere powiedzieli, że szanse są praktycznie zerowe. Wciąż pamiętam ten dzień. Wtedy ledwo coś wiedziałem. Nie umiałem odpowiednio podawać iniekcji, nie miałem żadnego doświadczenia w leczeniu ciężko chorych zwierząt. Po prostu robiłem wszystko, co mogłem. Gotowałem ryżowy bulion, parzyłem rumianek i len, próbowałem jakkolwiek go nakarmić, podawałem mu podskórnie solankę. W pewnym momencie po prostu zasnąłem obok niego w kuchni schroniska. Rano obudziłem się i zobaczyłem, że Anka stoi przy zlewie. Ukrył się tam i patrzył na mnie. Bał się mnie, a ja bałem się jego. I siedzieliśmy razem, patrząc na siebie. Wtedy coś między nami zmieniło się. Anka zaczęła wracać do zdrowia. Od tego czasu właściwie nigdy się nie rozstawaliśmy. Minęło dwanaście lat, ale on wciąż jest tu. Nie jest tylko psem ze schroniska. Jest moim przyjacielem, który podzielił się z mną ogromną częścią mojego życia. Dlatego nie chcę, by jego historia skończyła się tak, jak historie zbyt wielu starych psów ze schroniska. Ostatnią rzeczą, którą widzi w życiu, nie powinny być ściany schroniska. Bardzo pragnę, by Anka znalazł dom. Swojego własnego domu. Miejsca, gdzie będą ludzie, którzy pokochają go nie ze względu na jego wiek, urodę czy rasę, ale po prostu dlatego, że jest sobą.
Czytaj oryginał (uk)
Притулкова історія Анки почалася вже понад 12 років тому. Тоді його разом із вісьмома іншими собаками привезла до притулку власниця. Усі вони жили в однокімнатній квартирі без вигулу. Це була справжня собача родина: мама, тато та їхні цуценята, які давно виросли у дорослих собак. На вулицю виходили лише двоє старших собак, решта знали світ лише в межах квартири. Історія імені Анки теж дуже незвичайна. Спочатку його звали Індієць. Але собак було багато, і вольєр, де жила вся ця родина, у притулку називали Аніним вольєром — на честь їхньої господарки Анни. Одного разу Індієць перестрибнув до сусіднього вольєра. Та далеко від своєї родини він не відходив і постійно крутився біля Аніних. Коли його шукали, усі питали: «Як там Анін? Не спіймали ще Аніного?» Так поступово кличка Індієць загубилася, а замість неї з’явилася Аня. Коли стало зрозуміло, що собака вже відгукується саме на це ім’я, я вирішила, що хлопцю все ж не дуже пасує кличка Аня. Так він став Анкою — з наголосом на останнє «а». За ці роки ми пережили разом багато всього. Колись Анка був дуже диким собакою. Власне, такими були майже всі собаки з тієї квартири. Вони боялися людей, не довіряли і жили у своєму маленькому світі. Одного разу Анка дуже важко захворів. Що саме з ним було, лікарі так і не змогли визначити. Він буквально згасав на очах. Виснажений, знесилений, він уже майже не реагував на те, що відбувається навколо. Лікарі тоді чесно сказали, що шансів практично немає. Я добре пам’ятаю той день. Тоді я ще майже нічого не вміла. Не вміла нормально ставити уколи, не мала досвіду лікування важких тварин. Я просто робила все, що могла. Варила рисовий відвар, заварювала ромашку та льон, намагалася хоч якось напоїти його, ставила підшкірно фізрозчин. У якийсь момент просто заснула поруч із ним на кухні притулку. А вранці прокинулася і побачила, що Анка стоїть під раковиною. Заховався там і дивиться на мене. Він боявся мене, а я боялася його. І ми сиділи удвох та дивилися один на одного. Саме тоді між нами щось змінилося. Анка одужав. І з того дня ми практично не розлучаємося. Минуло вже понад дванадцять років, а він досі поруч. Це не просто собака з притулку. Це друг, який прожив поруч зі мною величезну частину життя. Саме тому мені дуже не хочеться, щоб його історія закінчилася так, як закінчуються історії занадто багатьох стареньких притулкових собак. Щоб останнім, що він побачить у своєму житті, були стіни притулку. Я дуже хочу, щоб у Анки ще був свій дім. Своя людина. Своє місце поруч із тими, хто любитиме його не за вік, не за красу і не за породу, а просто за те, що він є.
Zarejestrowane 2 miesiące temu






