Adoptar a MARCELKA
Mestizo · Macho · Adulto · 4 años
Año de Nacimiento: 2022 Cuando MARCELKA llegó al refugio animal, fue difícil no llorar al mirarla. Estaba en un estado trágico: empalidecida, con bultos en la barbilla y heridas que olían a gas. Todo indicaba que podría haber sido golpeada. Su cuerpo mostraba las marcas de un sufrimiento extremo y el miedo era evidente en sus ojos, que no podían ocultarse. Al mirarla, solo se podía preguntar qué tan terrible cosa podría haberle pasado. Sin embargo, MARCELKA no dejó de amar a los humanos. A pesar del dolor y el miedo, se acercó desde los primeros momentos, ladrando, disparando cohetes y oliendo con la mano, como si con su pequeño corazón solo estuviera pidiendo un poco de calor y seguridad. Como si quisiera desesperadamente creer que un humano podía ser bueno. Solo aquí comenzó lentamente a recuperar la vida. Sus heridas se curaron, la paz apareció en sus ojos y en lugar de un pequeño esqueleto, hoy vemos a una gatita delicada que intenta confiar en el mundo nuevamente cada día. Aún necesita ganar peso y fuerza, pero la batalla más dura ya la ha ganado. MARCELKA aún teme los movimientos repentinos y los ruidos. A veces se acurruca como si esperara otro golpe. Perhaps durante toda su vida, tuvo que luchar por sobrevivir. Perhaps nunca había conocido seguridad ni cuidado antes. Hoy soñamos con una sola cosa: para que nunca más MARCELKA tenga que tener miedo. Para que encuentre a un humano que le muestre que desde ahora, puede dormir tranquilamente, bien alimentada, segura y amada.
Leer original (pl)
Rok urodzenia: 2022 Kiedy Marcelka trafiła do schroniska, trudno było patrzeć na nią bez łez. Była w tragicznym stanie — wychudzona, z guzami na pyszczku i ropiejącymi ranami. Wszystko wskazuje na to, że mogła zostać pobita. Jej ciało nosiło ślady ogromnego cierpienia, a w oczach było widać strach, którego nie da się udawać. Patrząc na nią, można było tylko zastanawiać się, co tak strasznego musiało ją spotkać. A jednak Marcelka nie przestała kochać człowieka. Mimo bólu i lęku już od pierwszych chwil podchodziła, strzelała baranki i wtulała się w rękę, jakby całym swoim małym serduszkiem prosiła tylko o trochę ciepła i bezpieczeństwa. Jakby desperacko chciała uwierzyć, że człowiek może być dobry. Dopiero u nas zaczęła powoli wracać do życia. Rany się zagoiły, w jej oczach pojawił się spokój, a zamiast małego szkieletu widzimy dziś delikatną koteczkę, która każdego dnia próbuje zaufać światu na nowo. Nadal musi nabrać ciałka i sił, ale najtrudniejszą walkę już wygrała. Marcelka wciąż boi się nagłych ruchów i hałasów. Czasem kuli się, jakby spodziewała się kolejnego ciosu. Być może przez całe życie musiała walczyć o przetrwanie. Być może nigdy wcześniej nie zaznała bezpieczeństwa ani troski. Dziś marzymy tylko o jednym — żeby Marcelka już nigdy nie musiała się bać. Żeby znalazła człowieka, który pokaże jej, że od teraz może spać spokojnie, najedzona, bezpieczna i kochana.
Publicado hace 3 meses






